Kuchnia - najważniejsza rzecz
Z utęsknieniem wspominam te chwile, kiedy to będąc małym chłopcem przesiadywałem w restauracji mojego wujka Zenona. To było dość dawno temu, wtedy wujek nie miał jeszcze swojej rodziny i chętnie poświęcał mi mnóstwo czasu. To były też dobra czasy dla restauracji. W okolicy nie było podobnych lokali, a jedzenie było wyśmienite, więc na brak klientów nie można było narzekać. Zwłaszcza w niedzielę wszyscy okoliczni mieszkańcy tłumnie schodzili się na obiad, aby zakosztować specjałów szefa kuchni. Pod tym względem inne restauracje mogły nam rzeczywiście zazdrościć. Kucharz zatrudniony przez wujka był niesamowitym fachowcem, prawdziwym mistrzem. A jako, że mógł on sam skompletować ekipę pozostałych kucharzy i pomocników, stworzył zgraną drużynę. Ja sam wchodziłem zawsze we wszystkie zakamarki i znałem całą restaurację lepiej niż mój wujek. Poznałem też wszystkich pracowników i o ile nie przeszkadzałem im zanadto w wykonywaniu obowiązków, chętnie pokazywali mi różne sekrety i opowiadali na moje pytania. Do wujka jeździłem zwykle na wakacje, ferie i różne święta. W domu i tak nie miał się mną kto zajmować, a tam przynajmniej nie narzekałem na brak atrakcji. No i jak to w restauracji, żołądek zawsze miałem pełny. Wujek miał duży dom, mieszczący się nad restauracją, więc po zamknięciu lokalu, kiedy już zmęczony wracałem na spoczynek, czekał na mnie mój pokój. Tak naprawdę był to jeden z pokoi gościnnych a nie mój własny, ale ponieważ często przyjeżdżałem to został przerobiony specjalnie dla mnie. Tak to były szczęśliwe chwile. Niestety nic co dobre nie trwa wiecznie. Pewnej jesiennej nocy zdarzyło się cos niespodziewanego. Podczas strasznej burzy piorun uderzył w restaurację i spowodował pożar. Dużo drewnianych elementów, obrusy, serwety i firany szybko zaczęły się palić. Zanim przyjechała straż pożarna ogień objął już górne piętra domu. Nikt na szczęście nie zginął a odszkodowanie pokryło straty, ale wujkiem to mocno wstrząsnęło. Zabrał wszystko co miał i wyjechał za granicę, by tam zacząć od nowa. Podobno otworzył swoją restaurację na Manhattanie i założył rodzinę. Oby tym razem szczęście go nie opuszczało.